Blog jest przeznaczony dla osób, które ukończyły 18 lat.


Na blogu obowiązuje moderacja komentarzy. Zmiana skutkuje jedynie tym, że musisz na pojawienie się Twojego wpisu poczekać nieco dłużej.
Moderacja nie jest cenzurą a jedynie metodą na odcięcie się od agresywnego trollstwa, spamu i kryptoreklamy. Pragniemy w ten sposób zapewnić naszym Czytelniczkom komfort przebywania na naszym blogu.

piątek, 17 maja 2013

Najważniejsza osoba w Twoim życiu.


Już jakiś czas temu uświadomiłam sobie, jak bardzo samą siebie zaniedbałam. Gdy człowiek skupiony jest od zawsze na zaspokajaniu potrzeb innych ludzi, gdy miarą jego istnienia jest zadowolenie tych INNYCH, sam staje się nieistotny.
Jeśli dodatkowo zadowolenie teoretycznie bliskich Tobie ludzi odbywa się nieustannie Twoim kosztem, to wręcz musisz zapomnieć o swoich potrzebach, wymaga się tego od Ciebie.
Jeśli w takim domu dorastałaś, jeśli tego się od Ciebie wymagało, to więcej niż pewne, że masz problemy z określeniem swoich potrzeb. Ciebie jako człowieka.
Rodzina dysfunkcyjna (bez względu na rodzaj dysfunkcji) całkowicie ogranicza wolność poszczególnych jej członków. Nie ma w niej miejsca na indywidualne potrzeby dzieci, jest wykorzystywanie wszystkich zasobów dla utrzymania pozorów normalności i zachowania równowagi. Dostajesz jasny sygnał, że od Twojego zachowania zależy, „jak będzie”. Filtrujesz swoje zachowania, słowa i myśli przez bardzo drobne oczka „Czy to nie zdenerwuje ojca? Czy to nie zrani matki?” Zrzucenie odpowiedzialności za patologiczne zachowania rodziców na barki dziecka jest czymś, co zaważy na całym jego przyszłym życiu. Wieczne poczucie obowiązku i wieczne poczucie winy, wieczna potrzeba udowadniania swojej przydatności.
Gdy wracam myślami do czasów dzieciństwa, to z przykrością uświadamiam sobie, że moja „nieważność” nie wiązała się tylko z okresami, gdy ojciec pił. Generalnie traktowano mnie jak kogoś, kto nie zasługuje na uwagę i kogo nie pyta się o to, czego potrzebuje, czego by chciał.
Byłam jak bezwolna pacynka. Robiłam to, czego ode mnie oczekiwano, bez względu na konsekwencje dla samej siebie. Dlaczego tak robiłam? Bo wpojono mi, że jestem częścią tego chorego układu. Że mam powinności i zobowiązania, ma obowiązek robienia WSZYSTKIEGO, by ten układ się nie rozpadł.
Całkowite odwrócenie ról dziecko-rodzic, brak norm, życie w zakłamaniu i obłudzie. Co jest dobre a co złe? Co jest prawdziwe, a co jest fałszem? Na te tematy nie rozmawia się w rodzinach takich, jak moja. Bo te tematy wydobyłyby na światło dzienne prawdę. A tego nie chcieli najbardziej.
Podobnie zresztą było w moim małżeństwie. Znów dostosowywanie się do potrzeb innych ludzi.
Dopiero niedawno dotarło do mnie, że ten garb wciąż mnie obciąża. Wpojone przekonanie, że ode mnie, od mojego zachowania zależy, czy „będzie dobrze”. Jak gąbka chłonę emocje, nastrój drugiej osoby. Zwłaszcza te negatywne. Ulegam im i stanę na głowie, by „było lepiej”. Bo przez to wpojone poczucie winy i odpowiedzialności natychmiast uważam, że to ja za nie odpowiadam.
Ja i podobne mi osoby mamy jedno imię „Co mogę jeszcze zrobić, byś poczuł się lepiej i z wdzięczności za moje zaangażowanie mnie polubił”. Taki rodzaj emocjonalnej prostytucji.

Świadomość, że oprócz własnego dziecka, prawie nikt nigdy o mnie nie dbał jest przytłaczająca. Bo oczywiście aż prosi się o ocenę „Pewnie na to zasłużyłam”.
Obserwując inne matki widzę, jak łatwo uwiesić się na dziecku, na jego gotowości do kochania, na jego przywiązaniu i poczuciu obowiązku. Zagarniają je dla siebie, podobnie jak w mojej rodzinie ograniczają ich wolność i uniemożliwiają samookreślenie. Inna droga, ale skutek ten sam.

Ja chcę przeżyć SWOJE życie. By to się stało, muszę poznać siebie. Swoje potrzeby, wady i zalety. To cholernie trudne. Ale uparłam się i tego dokonam. POMIMO tego, jak bardzo boli dokopywanie się do prawdy, pomimo tego, że często brak sił do zmagania się z tym, czym mnie naznaczono. Już wiem, że ZMIANA musi dokonać się we mnie.
Czuję się jakby zawiązano mi oczy i wsadzono do zupełnie obcego pomieszczenia pełnego sprzętów rozmieszczonych w sposób zupełnie mi nieznany. Wciąż się o coś boleśnie obijam, wciąż czuję strach przed tym, co przede mną. Ale też zapamiętuję i oswajam już poznane obszary. Jestem tu sama. Sama za wszystko odpowiadam, ale nikt mi też nie przeszkadza. Gdy już poznam dokładnie to pomieszczenie, wypełniające je przedmioty i ich rozmieszczenie, będę mogła się zastanowić jak je urządzić. Dla najważniejszej osoby w moim życiu, dla mnie samej.
Czego i Wam wszystkim życzę.


niedziela, 12 maja 2013

A co się mamy nie pochwalić

Z dumą zawiadamiamy, że informacja o naszym blogu pojawiła się na stronie 
Portalu Pomocy Psychologicznej Psychotekst.

Ten fakt cieszy nas tym bardziej, że nota informacyjna w 100% oddaje ducha, w jakim naszego bloga otwierałyśmy więc dostałyśmy niejako informację zwrotną, że przez osoby z zewnątrz jesteśmy postrzegane adekwatnie do naszych zamierzeń.

 Dumne też jesteśmy z "towarzystwa" w jakim się znalazłyśmy - stron internetowych i serwisów społecznościowych skierowanych do osób  borykających się niełatwymi problemami (depresja, uzależnienia, współuzależnienie) ale poszukujących dróg wyjścia i znajdujących we wskazanych linkach merytoryczną pomoc, a nie żadne tam trele morele
pod hasłem "Trzymaj się, jesteśmy z Tobą".

czwartek, 9 maja 2013

SLUTWALK - MARSZ SZMAT



Mam 18 lat. Piękne czerwcowe przedpołudnie, świeci słońce, idę chodnikiem, mijają mnie przechodnie. Spieszę się. Muszę zdążyć do czternastej bo zamkną mi dziekanat. Idę szybko, w obszernej torebce mam wszystkie potrzebne dokumenty, w tym świadectwo maturalne. Same piątki. Otwiera mi drzwi wielu uczelni wyższych bez konieczności składania egzaminów wstępnych. Żar leje się z nieba, zaczynam żałować że ubrałam się w białą, wizytową bluzkę i granatowe spodnie. Mogłam wybrać model bardziej wakacyjny; krótkie spodenki i koszulkę na ramiączkach.

Z naprzeciwka zbliża się mężczyzna. Zwykły. Mojego wzrostu, może nawet niższy. Granatowa kurtka, ciemne spodnie, blond włosy. Pyta o godzinę. Odpowiadam: „za dziesięć dwunasta”. Mija mnie. Słyszę, że zawrócił. Przesuwam się lekko, żeby mógł mnie wyminąć. Nagle czuję mocne pchnięcie, spadam na oślep z nasypu. Koziołkuję kilka metrów, zatrzymuję się na drzewie. 

niedziela, 5 maja 2013

ZWALCZYĆ SWOJĄ HIPEREMPATIĘ



Empatia - często używane słowo, każda z nas bardzo ceni sobie tę umiejętność. Ona pozwala wczuć się w sytuację innego człowieka, w jego odczucia, stan emocjonalny. Dzięki niej komunikujemy się na niewerbalnych płaszczyznach i rozumiemy wpół słowa. Na jej bazie tworzymy samopomocowe grupy wsparcia. Uważam, że kobiety mają daleko bardziej rozwinięty zmysł współodczuwania, dzięki Matce Naturze. Zdolność empatii ujawnia się szczególnie tuż po porodzie; jeśli matce nikt nie przeszkadza – ona potrafi po paru chwilach rozróżnić u swojego dziecka płacz od ryku, a kwilenie od jęków niezadowolenia. Niemowlę porozumiewa się skomplikowanym kodem odgłosów, a ona – niczym najdoskonalsza wersja Enigmy – rozszyfrowuje je bezbłędnie i na czas. Kobiety tak mają od urodzenia i nie ma co dyskutować z biologią. Wrodzone predyspozycje przysparzają wiele chwil szczęścia i spełnienia, jednak jak to zwykle bywa u nas, emocjonalnie niedopieszczonych, mogą być przyczyną niezłego galimatiasu ze zdolnością do bycia ofiarą przemocowca włącznie.

wtorek, 30 kwietnia 2013

KONKURS - OBLICZA KOBIECOŚCI

Uwaga, uwaga.
Rusza konkurs pt. "Oblicza Kobiecości", którego organizatorem jest Portal Pomocy Psychologicznej www.psychotekst.pl i Stowarzyszenie INTRO. Nagrodą jest książka „Moje dwie głowy”.


Piękno, mądrość, troskliwość, świadomość swoich potrzeb i pasji... A może coś innego? Jaki jest Twój sposób przeżywania kobiecości? Czy istnieje kobieta, która Cię do tego inspiruje? Odpowiedz na pytanie: która z bohaterek książkowych, filmowych, bajkowych, historycznych lub współcześnie powszechnie znanych medialnie jest dla Ciebie dobrym wzorcem kobiecości? Uzasadnij w maksymalnie 15 zdaniach.
Odpowiedzi można nadsyłać od 29 kwietnia 2013 r. do 20 maja 2013 r. na adres konkurs@psychotekst.pl w tytule proszę napisać "Konkurs - Oblicza kobiecości".

Zachęcam do udziału choćby dla samych siebie. Na podobne pytanie, które zadaje organizator, usiłowałam sama sobie udzielić odpowiedzi parę miesięcy temu w zakładce „Dzień świstaka”. Nie wydaje mi się, żebym wygrała konkurs, bo wiem, że wiele z Was ma dużo głębsze i piękniejsze przemyślenia na ten temat. Do piór więc, dziewczyny!

Szczegółowe informacje dostępne są na stronach
Portalu Pomocy Psychologicznej www.psychotekst.pl oraz Stowarzyszenia INTRO
Dodatkowo informacje pojawiły się na stronie Wrocławskiej Kampanii Przeciwko Przemocy oraz na FB.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Should I Stay or Should I Go


Guliwer, bohater powieści Jonathana Swifta pewnego dnia budzi się na wyspie zamieszkanej przez Liliputów i z przerażeniem stwierdza, że nie może się ruszyć. Okazuje się, że kiedy spał, mieszkańcy tej krainy związali go tysiącami cieniutkich lin. Guliwer jest ogromny w porównaniu z Liliputami, a oni mimo to na pewien czas zdołali go uwięzić za pomocą mnóstwa sznurków.
Ty również jesteś wielka. Przejściowo skrępowały cię tysiące słownych, psychicznych lub fizycznych ataków, których dopuszczał się wobec ciebie partner. Trzymają cię niezliczone poniżające uwagi, często tak subtelne, że otoczenie ich nie dostrzega. Żadna z tych krzywd nie byłaby dostatecznie mocna, żeby cię powstrzymać przed uwolnieniem się, ale nagromadziło się ich mnóstwo. Teraz jednak zaczynasz odzyskiwać wolność. Praca, którą wykonujesz pomaga ci przecinać krępujące cię liny jedna po drugiej. A my pamiętamy, że naprawdę jesteś olbrzymem.

To cytat z książki, która ukazała się dopiero co nakładem wydawnictwa REBIS. Wydawnictwa, które ma wielkie zasługi na polu niesienia słowa w „naszym temacie”. Książka nazywa się Zostać czy odejść? (jak tytuł piosenki The Clash - Should I Stay or Should I Go?). Jest autorstwa dwóch osób: mężczyzny zajmującego się tematyką przemocy domowej i zachowaniami mężczyzn znęcającymi się nad kobietami oraz kobiety specjalizującej się w doradztwie dla ofiar przemocy. Zapamiętajcie te nazwiska: Lundy Bancroft i JAC Patrissi. Dodajmy do tego bardzo dobry przekład Bożeny Jóźwiak i mamy świetną, nasyconą praktycznymi poradami, ćwiczeniami, napisaną przystępnym językiem pozycję, która pozwala zidentyfikować toksyczność relacji i wyrwać się z tej pułapki.

Dawno nie widziałam tylu skupionych w jednym miejscu mądrych rzeczy na temat destrukcyjnego związku, jego mechanizmów i rujnujących skutków. Zostać czy odejść – to to samo pytanie, które zadaje sobie każda dwugłowa kobieta. Ta książka może Wam pomóc znaleźć odpowiedź.

piątek, 26 kwietnia 2013

RZEŹBIĘ W KALE DOSKONALE - AUTORKA: EHDI


Trafiłam dziś na pewne forum i w sumie nie mogę go oceniać bo tydzień zajęłoby mi przekopywanie się przez cały wątek. Jednak zwróciło moją uwagę to, że uczestnicy opowiadają sobie nawzajem o traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa. W ramach dialogu pojawiają się nowe wspomnienia. Tak jak powiedziałam nie mogę tego oceniać, bo tylko sobie obejrzałam. Jednak wpadło mi coś do głowy i choć „męczę się” teraz nad kilkoma tekstami postanowiłam napisać o tym. Zresztą myślę już o tej kwestii od jakiegoś czasu.

czwartek, 18 kwietnia 2013

"Polska szkoła jest seksistowska"


Jakiś czas temu wpadł mi w ręce artykuł „Polska szkoła jest seksistowska” w którym z Panią prof. Mariolą Chomczyńską-Rubachą rozmawia Maciej Czarnecki.
Czytając, przypomniałam sobie, że jeszcze kilka lat temu podobnie jak większość naszego społeczeństwa nie rozumiałam, jak ogromne znaczenie w życiu nas wszystkich, zarówno kobiet i mężczyzn, ma umacnianie patrialchalnych stereotypów. Nie pochylałam się też nad myślą jak bardzo seksistowski jest obraz kobiety promowany w przedszkolach,szkołach, na uczelniach – w miejscach, które kojarzą się nam z wychowaniem i edukacją.
Ze wstydem muszę przyznać, że wtedy dałam sobie dość łatwo wmówić, że to TYLKO słowa, że nie ma to nic wspólnego z brakiem szacunku wobec kobiet, że to NIE MA ZNACZENIA. Chyba najbardziej się wstydzę tego, że nie protestowałam, gdy kobiety zwracające uwagę na niuanse językowe, kwestie równouprawnienia w podręcznikach szkolnych, lekturach – były nazywane oszołomkami. Oszołomkami, które z nieistotnych powodów chcą zmieniać zastaną rzeczywistość, wydając oczywiście przy tym państwowe pieniądze.
Słowa mają ogromną moc, podobnie jak środowisko, w którym dziecko się wychowuje.
Dziecko (pomijając oczywiście uwarunkowania genetyczne) jest jak
tabula rasa, to my dorośli decydujemy co i jak jest w początkowym okresie życia zapisywane na tej tablicy. Dziecko chłonie wiedzę jak gąbka, uczy się praw rządzących światem dzięki przekazywanym mu werbalnie i niewerbalnie informacjom. Jeśli w domu „nasiąknie” patrialchalnym modelem rodziny i wynikającym z niego seksistowskim obrazem kobiety, umocni tę „wiedzę” w szkole i na uczelni – to taki właśnie wzór uznany za „normalny” i jedynie słuszny. Zostanie pozbawione możliwości i umiejętności bycia PARTNEREM, w zależności od swojej płci przyjmie narzuconą mu „odgórnie” rolę.

Szczerze zachęcam do przeczytania zamieszczonego poniżej artykułu.
Zapraszam do dyskusji o tym, jakie jest Wasze podejście do tego tematu. Czy widzicie problem, czy uważacie, że jest on istotny? Czy same potrafimy oprzeć się stereotypom?

Wtłaczamy dzieciom stereotypy, a potem dziwimy się, że kobiety nie garną się do władzy. czy nie idą na politechniki - mówi prof. Mariola Chomczyńska-Rubacha*
Maciej Czarnecki: Na czym polega ten seksizm?

Prof. Mariola Chomczyńska-Rubacha: Zacznijmy od tego, że sama struktura szkoły odtwarza patriarchalny porządek. Zawód jest sfeminizowany - 80 proc. nauczycieli to kobiety - ale dyrektorami są częściej mężczyźni. Mamy do czynienia z piramidą: im większe prestiż i pieniądze, tym więcej mężczyzn. Podobnie jest na uniwersytecie, także na moim wydziale, który ma we władzach dziekańskich czterech panów.

Podręczniki też są seksistowskie. Analizowaliśmy je ze studentami i studentkami na wszystkich etapach kształcenia, szukając przekazów dotyczących męskości i kobiecości. Okazało się, że większość zawiera ukryte przekazy dotyczące porządku świata, organizacji życia społecznego, podziału ról w społeczeństwie, które utrwalają stereotypy i uprzedzenia.

piątek, 12 kwietnia 2013

RUSZA SPRZEDAŻ


Z przyjemnością informuję, że Wydawnictwo SOWA działa jak burza
i mój dystrybutor w Krakowie otrzymał już cały nakład.
Od dziś ruszamy ze sprzedażą.
Zapraszam do sklepu NAVEL.pl

Maja

środa, 10 kwietnia 2013

ŚWIADOMY ZWIĄZEK



Ze świadomym związkiem jest jak ze świadomym macierzyństwem – trzeba do niego dojrzeć. Nie wydaje mi się możliwe aby w wieku lat nastu lub nawet we wczesnej dwudziestce którakolwiek z nas mogła z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że stać ją na w pełni świadome macierzyństwo. Być może istnieją gdzieś wyjątki potwierdzające regułę, ale osobiście nie znam i nie słyszałam. Identycznie jest z tworzeniem świadomego związku.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Prasówka


Zapraszam na  siostrzany blog do lektury zakładki "Wywiady miały być", 
gdzie z Małgorzatą Osipczuk rozmawiamy sobie o "Głowach" i nie tylko.
Maja


niedziela, 7 kwietnia 2013

NADEJSZŁA WIEKOPOMNA CHWILA





Niniejszym, z nieukrywaną dumą i wzruszeniem, przedstawiam i oddaję w Wasze ręce – Moje dwie głowy.


piątek, 5 kwietnia 2013

Horror w raju



Jedna z Czytelniczek przysłała informację o trwającej od 20 marca akcji, 
w której może i Wy zechcecie uczestniczyć,w ramach dokładania cegiełki 
do zmian świadomości nie tylko lokalnej ale i tej globalnej.
Pod artykułem podany jest link do petycji.

***

Choć trudno w to uwierzyć, 15-letnia ofiara gwałtu z Malediwów została właśnie skazana na publiczną chłostę! Skończmy raz na zawsze z tym szaleństwem uderzając w najsłabszy punkt władz tego kraju: w przemysł turystyczny.

Dziewczynka twierdzi, że była wielokrotnie gwałcona przez swojego ojczyma, który obecnie oskarżony jest o zamordowanie jej dziecka. Teraz sąd uznał ją winną "cudzołóstwa" za współżycie z mężczyzną, którego nazwisko nie zostało nawet ujawnionei wymierzył jej karę chłosty! Prezydent Malediwów czuje już na swych plecach ogromną globalną presję. Najwyższy czas przekonać go do uratowania tej dziewczyny, zmiany prawa i tym samym ochrony innych ofiar przed tym okrutnym przeznaczeniem. Oto jak wspólnie zakończymy tę wojnę przeciw kobietom – powstając i przeciwstawiając się tej niesprawiedliwości.

Turystyka to główne źródło dochodów malediwskich ministrów. Stwórzmy petycję popartą milionem podpisów i wręczmy ją Prezydentowi Waheed w tym tygodniu, po czym pokażmy na co nas stać - postawmy dobre imię malediwskiej turystyki pod znakiem zapytania, publikując ogłoszenia w turystycznych magazynach i online, tak długo, aż Prezydent zdecyduje się uratować tę dziewczynę i zmodyfikować to okropne prawo.Podpisz i pomóż nam nagłośnić tę sprawę!

Link do petycji: http://www.avaaz.org/pl/maldives_global/?bANSteb&v=23547

środa, 3 kwietnia 2013

Tyle miłości ile wolności.

Dziś proponojemy lekturę artykułu polecanego przez Niebieskookiego Kota i Faworytkę.

Tyle miłości ile wolności. Czy istnieją uniwersalne sposoby na szczęśliwy związek?

Każdy wnosi do związku doświadczenia z domu rodzinnego. Jak budować bliskość? Czym jest związek? To często powoduje kryzysy, bo te dwa ''posagi'' mogą okazać się niekompatybilne. Z Andrzejem Wiśniewskim, psychologiem, psychoterapeutą z Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie, rozmawia Agnieszka Jucewicz




sobota, 30 marca 2013

Wesołego Alleluja!



... w imieniu całej ekipy.

środa, 27 marca 2013

DIAGNOZA: ZESPÓŁ NADPOBUDLIWOŚCI EMOCJONALNEJ. (ZWANY POTOCZNIE: UWIESZENIEM.)



Znakomita większość z nas zauważyła w swoich związkach taki model; najpierw wszystko fajnie, dogadujemy się, mamy mnóstwo wspólnych tematów i podobne zapatrywanie na życie. Jesteśmy adorowane, zdobywane, noszone na rękach. My angażujemy się coraz bardziej, z męskiej strony zaczyna wiać coś jakby chłodem. Początkowo powodem może być nagła infekcja, dziecko, sprawy zawodowe. Każdy ma prawo. Ale gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl „coś zrobiłam nie-tak. Coś chlapnęłam. Bo było fajnie a jest jak zwykle.” Momentem przełomowym wywołującym nagłą reakcję alergiczną na nasze damskie wdzięki może być pierwszy wspólny seks, wakacje, święta, zamieszkanie w jednym lokum.
Kobieta zaczyna się coraz bardziej starać żeby nadrobić ewentualną wyimaginowaną skuchę. Domniemany brak doskonałości. Niemal krzyczy „Zobacz! Tu jestem! Ciągle taka sama super jak kiedyś!”. Efekt jest odwrotny do tego, którego się spodziewano. Mężczyzna zaczyna wiać. Bardziej lub mniej dyskretnie. Naturalne role się odwracają i on staje się króliczkiem do gonienia.

Tutaj od razu zaznaczę, że będę pisała o w miarę normalnych mężczyznach i w miarę normalnych kobietach. Nie zamierzam wałkować tematu socjopatów, bo mam szczerą nadzieję, że posiadając wiedzę dzięki naszemu i siostrzanemu blogowi – w relację z socjopatą już nie wdepniecie. A nawet jeśli – to zostanie on szybko zdiagnozowany i opatrzony odciskiem buta na socjopatycznym zadźcu.

poniedziałek, 25 marca 2013

SIEROTKA PILNIE POSZUKIWANA



Ale, ja pardą, bo się zdezorientowałam. Czy ja mam choinkę szykować, czy bukiet z baziami; opłatek czy jajeczko; biały, czy czerwony barszcz? No, ja rozumiem – w marcu jak w garncu, ale może by tak bez przesady, co? Uznaję Święta Wielkanocne za absolutnie najświętsze i najpiękniejsze, więc proszę mi tego nie psuć! Już słyszałam śpiew ptaków odpowiedzialnych za wiosnę, więc o co chodzi? Niebo się rozmyśliło i pozbywa się ponadprogramowego śniegu przed końcem roku obrachunkowego, czy jak?
Trochę dziwnie będzie robić faszerowane jajka, tymbaliki z gęsiną i paschę z bakaliami w takiej scenografii. Ale cóż.

A może… może zrobimy tak jak w bajce?

poniedziałek, 18 marca 2013

FEMINISTKA


Znalazłam dla Was świetny wywiad w Wysokich Obcasach. O tym jak bardzo skrzywione jest współczesne pojęcie feminizmu. O tym, że źle się kojarzy, że kobiety same przyprawiły mu „gębę”. Złą gębę. Nieadekwatną.
O tym co znaczy być fajną babką i zarykiwać się ze śmiechu z przyjaciółmi. Publicznie. Zamiast siedzieć w gorsecie powinności i udawać księżniczkę, którą się nie jest, nie było i nigdy nie będzie.

Zapraszam do lektury.

czwartek, 14 marca 2013

MARZENIA I PASJE - EHDI


Grzebanie w przeszłości chwilowo nie wpływa na mnie dobrze. Zerwałam pewien plaster i wylała się ropa. Śmierdzi i boli jak cholera, a oczyszczanie rany jeszcze przede mną. Czasem mam ochotę po prostu nakleić nowy plasterek przykryć ranę bandażem i zapomnieć. Znów wróciły moje myśli o śmierci i o bezsensowności istnienia. Cała fala negatywnych emocji z dzieciństwa zalała mój mózg. Wprawdzie nie mam typowych myśli samobójczych, jednak powrót do „starych dobrych czasów” wywołuje we mnie ochotę hibernacji. Mam nieopisaną chęć zapadnięcia w sen zimowy albo wieczny. Wszystko co mnie wokół otacza wydaje się nierealne i nieprawdziwe. Nie jestem już niczego pewna. Nie mam pojęcia czy JA to JA i czy moje uczucia i emocje są prawdziwe. Nie wiem czy gdy myślę, że kocham to naprawdę kocham, bo może tylko wydrukowania z przeszłości każą mi odczuwać potrzebę bycia z drugą osobą.

wtorek, 12 marca 2013

TO KIEDY ZACZYNA SIĘ TO ŻYCIE?



Poniżej mamy dla Was / dla nas informację od Stelli.

sobota, 9 marca 2013

OBYWATELU, NIE PIEPRZ BEZ SENSU


Gdyby nie wypowiadane słowa, którymi jesteśmy w stanie nadać lub odebrać rangę – komunikacja byłaby bardzo ciężka. Ale i szczera. Sytuację określałyby czyny, fakty dokonane. Na nich opierałaby się opinia, a że fakty mówią same za siebie – manipulacja czy (nomen omen) niedopowiedzenia – byłyby czymś marginalnym.

czwartek, 7 marca 2013

PUSTY ZBIORNIK MIŁOŚCI



Niebieskooki Kot nadesłała ciekawy artykuł.
Polecamy lekturę i zadumę, bo zaczyna się pięknie.

***

Cała historia zaczyna się od zbiornika. Jest nim pusty zbiornik miłości.


poniedziałek, 4 marca 2013

PRZEMOC TO NIE TYLKO BICIE I GWAŁT


B. podrzuciła nam informację o kolejnej kobiecie, która zdecydowała się na ujawnienie swojego "piekiełka". - czytaj

Dostałyśmy też od B. artykuł, którego lekturę polecamy.
Mąż nie dał pieniędzy na buty. Przemoc to nie tylko bicie i gwałt

Mąż stwierdza, że nie będzie żonie dawał pieniędzy za nic, tylko płacił za to, co chce - 5 zł za ugotowanie obiadu, 3 zł za zmycie naczyń. Z Urszulą Nowakowską, prawniczką, założycielką Centrum Praw Kobiet, rozmawia Aleksandra Szyłło

środa, 27 lutego 2013

OSZALEĆ Z ROZPACZY


"Rozpacz" Edward Munch


Pamiętacie ten moment, kiedy po obejrzeniu bardzo dobrego filmu pozostaje uczucie niedosytu? Kiedy coś pozostaje niedopowiedziane, pozostawione do interpretacji widzowi? Po tym można poznać dobre dzieło – dowolnego gatunku. Pobudza do myślenia, daje „good feeling”. Można takie filmy oglądać po kilka razy, mają wiele płaszczyzn, właściwie każdy widz może znaleźć coś dla siebie. Kinoman z dowolnej półki. Chcąc zatrzymać na wyłączność miłe uczucie – kupuję DVD i włączam w adekwatnych momentach wywołując u siebie adekwatny nastrój. Nastrój ten nigdy nie będzie taki sam jak za pierwszym razem, ale na zasadzie pozytywnych skojarzeń – dostanę zamawiany błogostan. I w końcu to nie film sam w sobie, a pamięć o „tamtych” moich reakcjach, myślach – dostarczy mi tego, czego chcę. Pamięć o tamtych emocjach, z pierwszego razu. Właściwie wystarczy, że wezmę okładkę do ręki, nie muszę już oglądać – przecież wiem co będzie dalej, dialogi znam na pamięć.

wtorek, 26 lutego 2013

GDY LUDZIE ZE SOBĄ DOBRZE ŻYJĄ


Kot niebieskooki podrzuciła nam świetny artykuł z netu. Niniejszym – publikujemy.
Z tego miejsca bardzo chciałybyśmy podziękować za maile, w których przysyłacie arcyciekawe materiały. Jeszcze kilka czeka w kolejce.
Dzisiaj na tapecie będą związki – bardzo w temacie ostatniej dyskusji.

Zapraszamy do lektury.

niedziela, 24 lutego 2013

KOCHAĆ, JAK TO ŁATWO POWIEDZIEĆ. Autor: Ehdi


Kiedy mężczyzna spotyka kobietę albo odwrotnie w ich mózgach zachodzą pewne chemiczne procesy. Nagle okazuje się, że dotychczas świetnie funkcjonujące i niezależne od siebie jednostki nie mogą już bez siebie żyć. On patrzy na nią jak na boginię i liczy, że ona na zawsze pozostanie taka i nigdy się nie zmieni. Ona patrzy na niego i pomimo, iż dostrzega „lekkie” deficyty to jednak liczy na to, że jej głębokie uczucie w końcu go zmieni.

czwartek, 21 lutego 2013

CHOROBA DOBRYCH ŻON


Zapraszam do lektury artykułu o żonach, które były za dobre, zbyt wyrozumiałe i aż nadto respektujące słowa przysięgi małżeńskiej. Przypłaciły to przyszłością swoją i dzieci. Artykuł dedykuję wszystkim tym, które jeszcze się zastanawiają.

Współuzależnienie to nie jest wspólne picie. To życie z osobą uzależnioną. To ciągłe pogotowie emocjonalne i uporczywy stres. Trudne i przykre emocje – bezradność, wstyd, poczucie winy, lęk i urazy, złość, żal i poczucie krzywdy. Szacuje się, że w Polsce cierpi na to co najmniej 3 mln osób. Leczy się 38 tys.

wtorek, 19 lutego 2013

PIORUN W MÓZGU - EHDI ZNOWU NADAJE

Czy macie czasem tak, że jedno zdanie potrafi zmienić wasze życie ? No może bez przesady, że całe ale może zmienić sposób myślenia ? Nie wiem czy to przytrafia się tylko mnie, czy też innym ludziom ale ostatnio odkrywam siebie na nowo. Zauważam, rzeczy tak boleśnie oczywiste, które do tej pory zdawały się ślizgać po moich zwojach mózgowych. To zupełnie tak jakby pewne fakty, czy wypowiedziane słowa otwierały kolejne zapadki w moim mózgu.

sobota, 16 lutego 2013

RUCH WYZWOLENIA... JEDNOOSOBOWEGO




Bakalia mi dziś napisała: Znalazłam fajny artykuł w Cambridge Alumni Magazine poświęcony pytaniu: po co mamy mózg. Okazuje się, że „nie po to, żeby postrzegać świat lub myśleć, a po to, aby wykonywać kompleksowe ruchy adaptacyjne, albowiem tylko poprzez ruch wpływamy na świat. (…) Nawet komunikacja, mowa, gestykulacja, pisanie bądź mowa znaków jest przekazywana za pośrednictwem ruchów mięśni." (…) "Nie ma ewolucyjnego pożytku ze spisywania wspomnień z dzieciństwa lub postrzegania koloru róży jeśli pozostaje to bez wpływu to na sposób, w jaki będziemy żyć dalej”, co Bakalia, posiadając umysł żywy, podsumowała: jeśli się nie ruszę, to ewolucyjnie wymrę.

środa, 13 lutego 2013

KOCHAM CIĘ, SUKO.




Na PIERWSZY rzut oka wyglądają jak typowe kartki walentynkowe…
Na PIERWSZY rzut oka on sprawia wrażenie kochającego partnera…
Na PIERWSZY rzut oka to wygląda na wielką miłość…
Nie daj się zwieść pierwszemu wrażeniu. Bądź uważna na sygnały, zachowania, czyny, gesty, słowa. Nie wahaj się odejść, kończyć związku, prosić o pomoc jeśli zauważysz, że Walentynki tak naprawdę zamieniły się w masakrę w dniu św. Walentego.
Treść zamieszczonych kartek:
I love you. If you felt the same you wouldn’t wear that make up.
Only whores wear that shit. (Kocham cię. Jeśli czułaś to samo, nie powinnaś była się tak malować. Tylko dziwki się tak malują)
I only have eyes for you. So put some bloody effort into your appearance. I’m sick of coming home to you looking like a pig. (Zapatrzyłem się w Ciebie. Więc włóż trochę wysiłku i zadbaj o swój wygląd. Mam dość wracania do domu, gdzie wyglądasz jak świnia)
I can’t live without you. I’ll kill you if you try and leave. (Nie mogę bez Ciebie żyć. Zabiję Cię jeśli spróbujesz odejść)
I’m so happy I found you. Don’t even try and hide from me again, bitch. (Tak się cieszę, że Cię znalazłem. Nawet nie próbuj znowu ode mnie uciec, suko)
Zamieszczone kartki walentynkowe były częścią kampanii „Love isn’t always the same” (Miłość nie zawsze wygląda tak samo), zwracającej uwagę na problem psychicznej i fizycznej przemocy w związkach.


poniedziałek, 11 lutego 2013

I am rising! PRZYPOMINAJKA

14 lutego, One Billion Rising.
 [Dziękuję Animie za zainicjowanie tego tematu u nas.]




Jeśli chcecie poszukać innych miejsc, w których organizowany jest V-Day, to może skorzystać z tej mapki: http://onebillionrising.org/page/event/search_simple.


Poniżej zamieszczamy artykuł o genezie i inicjatorce V-Day.

sobota, 9 lutego 2013

EPISTOLOGRAFIA ZANIECHANA



No dobra. A teraz ręka w górę, która nie spłodziła w trakcie związku z psychofagiem 10 tomów korespondencji do niego skierowanej? Taaaa. Las rąk. Epistolografią zajmowałą się każda. I, żeby nie było, ja biegłam w ścisłym peletonie. Właśnie dlatego z jednej strony rozumiem, ale z drugiej przeżywam za każdym razem, jak któraś z Was zaczyna pod byle pretekstem z psychodebilem korespondować, bo to tak, jakby do dilera po dłuższym odwyku poszła zapytać o pogodę. Z własnego doświadczenia wiem, że każda jedna litera takiego listu to krok w tył w procesie zdrowienia.

czwartek, 7 lutego 2013

WSTYD TO KRAŚĆ I Z BABY SPAŚĆ



Dzisiaj będzie o wstydzie w kilku aspektach. O wstydzie dotyczącym pochodzenia, korzeni, dzielnicy, zamożności, ąęcyi szlachęcyi. O wstydzie za to co się zrobiło, albo czego się nie zrobiło. Oraz o braku wstydu.

Uważam, że wstyd jest pojęciem trudnym, bo stanowi wypadkową sumienia i moralności. Zależy nie tylko od wieku, doświadczenia ale, często, od punktu siedzenia. Dla niektórych może być pojęciem względnym i plastycznym; wstyd jest wyjść z gołą dupą na ulicę, ale nie wstyd podłożyć świnię koleżance z pracy. Wstydem jest materacowa hodowla roztoczy i nieregularne szorowanie fug pod kiblem, a nie jest wstydem intelektualne zapuszczenie i homofobia.
Często wstyd ze szczenięcych lat przenosi się na dorosłe życie. Ma wpływ, szczególnie gdy jest umiejętnie podsycany przez partnera, najbliższą rodzinę, kogoś – na kogo opinii bardzo nam zależy. Wstyd pozostaje na długo, a na nim gnieździ się niskie poczucie własnej wartości.

wtorek, 5 lutego 2013

Historii EHDI ciąg dalszy. "PLEJADA PSYCHOLI"


PLEJADA PSYCHOLI – czyli moje środowisko z dzieciństwa


Kiedyś nie wierzyłam w terapię i uważałam, że środki antydepresyjne są naprawdę dla smutnych ludzi. Spędziłam półtora roku na kozetce u psychologa, kończąc całą przygodę z niesmakiem w ustach. Powiedziałam sobie nigdy więcej. Gdy trafiłam do psychiatry kilka miesięcy temu wiedziałam, że sobie nie poradzę leki jednak pomogły mi się pozbierać szybko ale tylko w ograniczonym zakresie. Na wizycie kontrolnej psychiatra powiedział mi, że mam iść na terapię bo farmakologia jest nie dla mnie ale zmienił mi leki i dał zalecenie kontynuowania tego przez kolejne 4 miesiące.

Poczułam się trochę jak oszust i nastawiłam się bardzo źle do tych prochów, no ale one dały mi siłę napędową do działania. Pozwoliły mi codziennie rano zmusić się do czegoś więcej niż przymusowy spacer z psem. Sama jednak bałam się tej całej „farmakologii” i podjęłam samowolną decyzję o jej zakończeniu. Skutki były opłakane, po 3 dniach cierpień fizycznych trafiłam do pierwszego wolnego psychiatry. Trafiłam na kobietę, która już kiedyś wyciągała mnie z bezsenności. Znała mnie doskonale i za wszelką cenę przekonywała mnie do dalszej terapii farmakologicznej. Dlaczego ?? Otóż w szybki sposób uświadomiła mi, iż po raz pierwszy w życiu moje czarne myśli, moje lęki zostały uśpione. Po raz pierwszy w życiu poczułam moc sprawczą do realnej zmiany. Tak, więc nadal łykam prochy i dziś zaczęłam psychoterapię. Ech… myślałam, że te demony są już za mną. Myślałam, że nie umiem już płakać ale gdy dziś opowiadałam o swoim dzieciństwie w pewnym momencie terapeutka zapytała mnie co czuje jak o tym opowiadam. Ja chciałam powiedzieć, że już się z tym pogodziłam ale łzy same zaczęły napływać mi do oczu. Do końca naszego spotkania ciągle chciało mi się płakać.

niedziela, 3 lutego 2013

ZABIJ SWÓJ STRACH.


Odkąd pamiętam byłam osobą wyraźnie i głośno broniącą swoich racji, ideałów i przekonań.
Właściwie od dziecka.
Skąd takie zachowanie? Skąd taka siła? Ano zrodziła się z pewnością w KONTRZE do zachowania rodziców i w oparciu o lektury. Indianie – to byli moim bohaterowie i wzór do naśladowania. Zasady, kodeks honorowy, duma, siła, poczucie wspólnoty plemiennej, szacunek dla przyrody, ale i prawo do zemsty, walka o sprawiedliwość. WINNETOU – mój ideał mężczyzny przez bardzo długi czas.
Byłam NIEPOKORNYM dzieckiem. Do niedawna wydawało mi się, że wszędzie nim byłam. Ale to nieprawda. Byłam niepokornym dzieckiem wszędzie, tylko nie we własnym domu. Mam wrażenie, że mój mózg w celach ochronnych , bym po prostu nie sfiksowała, wyraźną granicą oddzielił te dwa światy.
Gdy byłam nastolatką, większość kolegów zachwycała się anarchią, walczyła z zasadami. A ja znów w kontrze. Bunt owszem, ale przeciw przemocy, niesprawiedliwości, krzywdzeniu ludzi. Nie obawiałam się wykluczenia z grupy, nie bałam się głośno wyrażać swoich poglądów. Siłę dawało mi przekonanie o słuszności moich poglądów. W tym też czasie zaczęłam głośno wyrażać swoje poglądy w domu, podczas rozmów z rodzicami, ale tu, w odróżnieniu od rówieśników, nie znalazłam zrozumienia. Pokazano mi, że „z takimi poglądami akceptacji w tej rodzinie nie dostaniesz”. OK, nie, to nie. Pamiętam, że wtedy już naszła mnie refleksja „mam żałować jakiegoś rodzaju wykluczenia z takiej patologii?”
I teraz widzę, że dokładnie TAKI SAM SCHEMAT powieliłam w małżeństwie. Wszystkie etapy, po kolei.
Teraz nie obawiam się głosić swoich poglądów, dyskutować i bronić swoich racji. Nie czuję potrzeby przekonywania nikogo na siłę, ale nie pozwalam przekraczać granic.
Nie obawiam się wykluczenia, wyśmiania, przylepienia łatki. Bo mam pewność słuszności swoich przekonań. Mam świadomość, że dla większości osób moje poglądy mogą być radykalne, śmieszne, na granicy oszołomstwa. Ale ja wiem, że są słuszne i to daje mi siłę, żeby się tymi opiniami nie przejmować. Nie zabiegam o popularność, nie muszę się nikomu przypodobać, nie muszę dbać o włażenie komukolwiek w tyłek. Jestem niezależnym człowiekiem. Oczywiście, że nie na 100%, ale to już byłaby utopia.
Widzę, jak bardzo taka postawa przeszkadza tym, którzy tej wolności nie mają. A przecież sami się jej pozbawili. Z jakiegoś powodu dokonali innego wyboru, coś było dla nich ważniejsze niż niezależność. Mają tego świadomość, dlatego właśnie tak im przeszkadzają osoby nie poddające się opinii ogółu, walczące o swoje racje, walczące ze stereotypami. Dlatego tak szybko biegną, by te osoby zdeprecjonować, zakrzyczeć, „ometkować”.
Lesba, dziwka, zła matka, egoistka, wyrodna córka, niewdzięczna, kalająca swoje gniazdo, wariatka, niedojebana, oszołomka – takie epitety padają pod adresem tych, które się nie boją wychodzić przed szereg i głośno protestować.

A jak jest z Tobą? Mówisz głośno, nie zważając na konsekwencje? Czy raczej strach JESZCZE sznuruje Ci usta? Czy tak bardzo się boisz odrzucenia przez innych, ze wolisz sama siebie odrzucić? Czy rozumiesz, że to właśnie robisz?
Pozwolę sobie na zakończenie zacytować słowa z piosenki Edyty Bartosiewicz, jako bardzo pasujące:Zabij swój strach!
Przerwij chorą więź, nie wahaj się
Zacznij wreszcie żyć normalnie
Wyrwij z siebie cierń, czas byś
Odnalazł swój cel, odnalazł swój rytm
Nie zawahaj się, teraz wszystko lub nic”


piątek, 1 lutego 2013

DZISIAJ HISTORIĄ SWOJEGO MAŁŻEŃSTWA DZIELI SIĘ Z NAMI EHDI

Tak sobie siedzę  i czytam ten portal i zastanawiam się czy to ja jestem psychopatką, czy mój szacowny małżonek. Hmm… nie ulega wątpliwości, że jestem DDA/DDD dopiero na początku terapii, tak więc jeszcze całkiem popieprzona. Dopiero teraz zrozumiałam dlaczego zawsze ciągnęło mnie do facetów, którzy mnie nie chcieli. Teraz podjęłam decyzję o rozwodzie ale jeszcze szacownemu nie powiedziałam. Tylko czy aby na pewno mój obecny jest psychopatą ?? Może to ja mu zmarnowałam życie??

czwartek, 31 stycznia 2013

Wbrew IV przykazaniu. Autor Walkiria.


Piękna nam się rozwinęła dyskusja w temacie dzieci, ale w nieodpowiednim wątku. Bardzo proszę o przeniesienie się z dyskusją tutaj.  W komentarzach pozwolę sobie wkleić komentarze Majki i Gosi, bo mię natchnęły do poniższego.

Gosiu, Maju - O TO WŁAŚNIE CHODZI!
Odnoszę często wrażenie, że część "czytaczek" odbiera moje pisanie jako atak na osoby, które będąc matkami popełniły BŁĄD. Że ja te osoby przekreślam jako matki i ludzi, po prostu.
A to ZUPEŁNIE NIE TAK. 
Nie jestem debilem bez serca. Naprawdę rozumiem, że błądzić jest rzeczą ludzką, popełniać błędy też. Ja rozumiem mechanizmy, które kierowały zachowaniem mojego ojca i mojej matki, mam je w małym paluszku. 
Podobnie jak napisała Maja - moja matka całe swoje życie jest skupiona na sobie. Bo niby dostosowała życie do ojca, ale tak naprawdę w roli sierotko-bohaterki było jej po prostu wygodnie. NIKT nie był ważniejszy - ani mój brat, ani ja, ojciec też NIE. Bo przez te wszystkie lata NIGDY nie wykonała najmniejszego ruchu, żeby wywrzeć na nim presję walki z nałogiem. No ale jak można było, skoro NIE PRZYZNAJEMY SIĘ przed nikim, że problem w ogóle jest?
Jej walka o utrzymanie FAŁSZYWEGO obrazu samej siebie kosztowała zmarnowane życie mnie i mojego brata. Nie ma opcji, żeby ta kobieta zechciała zejść z piedestału, który sobie wybudowała i na którym samą siebie posadowiła. Nic nie jest ważniejsze, nawet życie jej dzieci.
Widzicie więc, że nie ma żadnego porównania pomiędzy jej zachowaniem (i zachowaniem bardzo, niestety, wielu innych matek) a zachowaniem tych z Nas, które w końcu odeszły, które potrafią się PRZYZNAĆ PRZED DZIEĆMI do popełnionego błędu, które rozmawiają i tłumaczą. 
Tylko (aż?) tyle oczekują dzieci od swoich rodziców. W końcu, kurwa, PRAWDY. Pokazania im, że są WAŻNE. Że popełniłyśmy błąd, żałujemy tego i przepraszamy je, że musiały współuczestniczyć w tym, co się działo. Tylko tyle. A ceną jest życie naszych dzieciaków. Zapewne będą musiały się zmagać ze skutkami życia z osobnikiem zaburzonym, ale już nie będą musiały latami dochodzić do momentu, gdy zrozumieją, że to, czego nauczono ich w domu jest ZŁE. Nie będą musiały nienawidzić samych siebie za ambiwalentne uczucia do rodziców. I co najważniejsze - NIE BĘDĄ OBARCZONE POCZUCIEM WINY. 
Wszystko to możecie im pokazać i powiedzieć - WY, MATKI. One na to czekają. Tak samo, jak czekam ja.

niedziela, 27 stycznia 2013

Wola istnienia pod pojęciem "CZŁOWIEK". Ja i socjopata. Układ prawie idealny.


Ten utwór doskonale opisuje powód, dla którego ja postanowiłam zawalczyć.
To wola istnienia pod pojęciem „CZŁOWIEK”.

Długo czekałam na ten moment, zaczęłam się już obawiać, że nigdy nie nastąpi. Ale postanowiłam niczego nie przyspieszać na siłę, poczekać, aż to POCZUJĘ.
No i stało się, nadszedł czas na zamknięcie historii „Ja i socjopata”. Opiszę jeszcze to, co wydarzyło się w ciągu ostatniego roku w tym temacie, swoje przemyślenia i może jakieś porady dla Was. A potem z czystym sumieniem umieszczę tę trwającą 20 lat historię w szufladzie z napisem „Przeszłość”. Odrobiłam pilnie pracę domową, rozłożyłam na czynniki pierwsze problem i zadbałam o zrozumienie przyczyn.
Właściwie dla siebie samej mogłabym już odpuścić opisywanie tego ostatniego roku, ale dla tych z Was, które nadal tkwią w tych chorych relacjach, dla tych, które dopiero się zorientowały, że coś „nie gra” powinnam to opisać.
A dla siebie domknąć tę historię. Na zawsze.

piątek, 25 stycznia 2013

BAJKA O WYBORZE


Była sobie pewna pani, co życie miała do bani.
Pragnęła ona na co dzień gruszek, a ogród pełen był jabłuszek.
Zaglądała więc w inne ogródki,
ale historie miały przebieg bardzo krótki,
bo mimo umiejętności ogrodniczych
zawsze odchodziła z niczym.

Zapijała swe smutki sokiem z żyta
I dalej pozostawała niewyżyta.
Zwróciła się o pomoc do Kul-owej braci;
"czy ktoś cierpieniom mej chuci zaradzi?
Czy mój ogródek już na zawsze bez gruszki pozostanie?
Niech ktoś się zlituje i da mi zadanie!

Zadanie chętnie wykonam, bo jestem robotna.
Pracowita, chętna i nadzwyczaj zalotna.
Delikatna, ulotna, nie lubię wysokiego Ce.
Czy jakikolwiek gruszek mój ogródek chce?”

„Ja mam!” – rzecze najstarsza, co się najmądrzejszą mieni,
„Nie czekaj, kochana do przyszłej jesieni.
Zarośnij szczeciną, starzej się godnie.
Zobaczysz – zarośniętą będąc - chodzi się wygodnie.
Przestań dbać o siebie, po co czas marnujesz?
Jesteś już w takim wieku, źle że jurna się czujesz!

Nie patrz na młodsze ogródki z zajadłą zazdrością.
Niechaj one ci w gardle nie stawają ością.
Zobacz – jakie te młódki w butnej młodości głupie.
Toć nie od dzisiaj wiadomo: gruszkom zależy wyłącznie na dupie!
Lepsza jest dla młodości protekcja, pobłażliwa pogarda.
Niech cię nie zwiedzie ich wzniesiona garda.
Młode – znaczy głupie. Nie wiedziałaś o tym?
Nic dziwnego, że cię zwodził byle gruszek-kabotyn!

Dam tu złotą radę, ukoję przywiędły twój ogródek
Niech gruszki się zostaną dla gorących młódek.
Masz tylko jabłka? Nic innego nie wzrasta?
Nie szkodzi, kochana. Nie ma się co chlastać.
Ogłoś żeś – jak ja - jabłka do uprawy WYBRAŁA.
Nikt nie musi wiedzieć, że po prawdzie – to dałaś ciała.

Nasza ogrodniczka radę przyjęła i w czyn ochoczo wdraża.
Inne niepewne ogrodniczki swym krętactwem zaraża.
Od tamtej pory głosi, że gruszki - to pomyje.
Tylko wieczorem w ogrodzie – z samotności wyje.

Morał z tej bajeczki zwyczajny, nie sięga zenitu;  
jak nie masz w ogrodzie gruszek - nie wciskaj ludziom kitu.

 

środa, 23 stycznia 2013

POD DYSKUSJĘ...



Mam dla Was bardzo ciekawy materiał. Pod tekstem znajdziecie dwa filmiki, które polecam obejrzeć, a potem zapraszam do dyskusji: czy facet wali ściemę, czy faktycznie pani Agata została naszą Clintonową, w dodatku błogosławioną?

Bardzo mi zależy, żebyście obejrzały ten materiał bardzo uważnie. Szczególnie momenty, w których główny bohater wypowiada się o swoim związku z obecną żoną – odpowiadając na pytania Redaktor Wellman (Dorota ja Cię ajlowiu). Zwróćcie uwagę na jego emocje, mowę ciała - w porównaniu do rozmówców.

*Żonę facet poznał - gdy ta miała 15 lat. Mają dzieci. Twierdzą zgodnie, że są bardzo szczęśliwi.

Oto materiał filmowy:

 
 
 
Źródło zdjęcia: http://niebywalesuwalki.pl/2012/01/kultura-w-przerabianym-garniturze/



sobota, 19 stycznia 2013

NIE LOSUJ. WYBIERAJ.



Po każdym dramacie przeważnie kiedyś nadchodzi TEN moment. Gotowość na kolejną miłość. Wcześniej czy później. Ale im poważniejszy dramat, tym zahamowania i lęki poważniejsze. Czy jestem gotowa? Czy stać mnie na kolejne zawierzenie? Czy znów źle nie trafię i nie będę potrafiła rozpoznać zagrożenia?

Dlaczego tu się zebrałyśmy? Ano dlatego, że jak dotychczas coś nie działało w naszym echolokatorze i życiowych wyborach. Wybierałyśmy mało rokujące egzemplarze. Tak, MY wybierałyśmy, bardziej lub mniej świadomie, nikt nam lufy do skroni nie przystawiał. Warto się więc w choćby najmniejszym stopniu przyjrzeć temu, jak zagłuszany jest nasz system obronny przez panów_niewłaściwych, żeby w przyszłości eliminować ich zabiegi w przedbiegach, albo przynajmniej odpowiednio szybko. Zanim rozpędzą się nasze emocje. Nie jest bowiem sztuką związać się z kimkolwiek, z zerem. Sztuką jest nie zmarnować kilku kolejnych lat z kimś takim, podczas gdy lata te mogłabyś spędzić z kimś naprawdę wartościowym, kto też się za Tobą rozgląda i może nawet zaczyna się niecierpliwić, że „wasz” czas trwonisz na emocjonalnych naciągaczy.


Mamy dla Was na rozgrzewkę dobry materiał napisany przez panią Annę Kossak – psychologa, trenera i coacha. Życiowy tekst, napisany fajnym językiem przez mądrą kobietę. Czy trzeba czegoś więcej? Po co robić ze swojego życia emocjonalną rosyjską ruletkę, skoro ktoś podał pewne wskazówki, które dodane do naszej intuicji mogą nas uchronić przed czyimiś cwaniackimi intencjami?

Nie chcę się posuwać do wyświechtanego i obraźliwego dla potencjalnych kandydatów określenia, że tego kwiatu to pół światu, ale wystarczy, że w wątpliwej sytuacji wybierzesz JA zanim wybierzesz MY.

I proszę się tego nie wstydzić. Spokojnie. My też jesteśmy selekcjonowane, oceniane, wybierane. 

P.S. Na stronie pani Anny polecamy też materiał pod bliskim nam tytułem Kupa pod dywanem.

Zapraszamy do lektury i, jak zwykle, refleksji.


środa, 16 stycznia 2013

AMNEZJA



Czasami dopadają mnie czarne myśli, fatalny nastrój, wydaje mi się że moje życie jest zbyt zwyczajne, najchętniej położyłabym się na parę tygodni a potem zniknęła. I razem ze mną cała ta miałkość.
W takich stanach dobijam się przypominaniem sobie wszystkich doznanych krzywd, a że jestem wyjątkowo pamiętliwa – nie mam z tym najmniejszych problemów. Wczuwam się w tamte stany upodlenia i sama siebie żałuję. Bardzo.


niedziela, 13 stycznia 2013

Ja i socjopata. Układ prawie idealny. Ja i moja walka. Ciąg dalszy



W piątek miałam rocznicę. Pierwszą rocznicę rozwodu. Rok pełen oczekiwań, zmian, radości ale i niepokoju, strachu i złości. Chyba po raz pierwszy w moim życiu mogę napisać te słowa wierząc w nie: Czyli ten rok był taki, jak powinien być. Różnorodny, pełen emocji (dobrych i złych). PRAWDZIWY.
Pozwolę sobie teraz na krótką dygresję. Piszę to dla tych wszystkich, które zwracają się do mnie z prośbą o rozmowę. I chcą rozmawiać O NICH, jak ich zmienić, jak siebie zmienić, by oni się zmienili, jak z nimi żyć, chcą opisywać ICH zachowanie.
Jak pewnie zauważyłyście moja odpowiedź jest wciąż taka sama. Niezmiennie odsyłam do literatury, kontaktu z fachowcami i zachęcam do pisania i rozmowy, ale o SOBIE. Bo mnie chodzi o Was, a nie o nich. Oni mnie zupełnie nie interesują.

piątek, 11 stycznia 2013

Bajka dla przetrąconych

Czy to bajka, czy nie bajka, którą Stella nam opowie?

P.S. Stella nalega (dwa razy już nalega) na zamieszczenie jej przeprosin za grafomaństwo. No i czyż nie jest to symptomatyczny i idealny do bajeczki wstęp?


czwartek, 10 stycznia 2013

SEKSU NASZEGO POWSZEDNIEGO...


Podrzucam Wam wywiad z autorem książki "The Origins of sex" (w wolnym tłumaczeniu: "Dzieje seksu"). Po przeczytaniu go mam wrażenie, że czasami spotykam ludzi, którzy teleportowali się w czasie prosto z XVII wieku i okolic (wyłączam podejście ówczesnych do kobiecego orgazmu - bo ono akurat mi się podoba).
W kwestii pozostałych poglądów; na szczęście jestem osadzona w czasach współczesnych. Ufff...

Zapraszam do lektury.